SĄD NAJWYŻSZY USA UCHYLIŁ ROE PRZECIW WADE – TŁUMACZYMY, CO SIĘ STAŁO I JAKIE BĘDĄ SKUTKI

W ostatni piątek, zaledwie dzień po odrzuceniu w polskim parlamencie projektu ustawy liberalizującej dostęp do aborcji Legalna Aborcja. Bez Kompromisów, nastał czarny dzień dla naszych koleżanek zza oceanu. Roe przeciw Wade, słynny sądowy precedens, który przez prawie 50 lat gwarantował w Stanach Zjednoczonych konstytucyjny dostęp do aborcji, został uchylony przez amerykański Sąd Najwyższy. FEDERA tłumaczy co się stało, co wyrok dokładnie znaczy i co dalej z prawami reprodukcyjnymi w USA.

Zacznijmy od początku – prawo do aborcji nigdy nie zostało Amerykankom zagwarantowane ustawowo na poziomie federalnym, czyli ogólnokrajowym. Było ono regulowane przez władze poszczególnych stanów – linia orzecznicza Sądu Najwyższego od 1973 roku stanowiła jednak, że żaden stan nie ma prawa zakazać aborcji, bo dostęp do niej wynika bezpośrednio z konstytucyjnego prawa do prywatności. Początek tej interpretacji dał wyrok w sprawie Roe przeciw Wade, a trwała ona aż do wczorajszego wyroku w sprawie Dobbs przeciw Jackson’s Women’s Health Organisation. To właśnie ten nowy wyrok „nadpisał” stary.

W 1969 roku Norma McKay odkryła, że jest w niechcianej ciąży. Próbowała wyegzekwować aborcję, jednak prawo stanu Teksas w którym mieszkała zezwalało na przeprowadzenie zabiegu tylko w sytuacji zagrożenia życia osoby w ciąży. W związku z tym McKay, występująca pod pseudonimem Jane Roe, pozwała gubernatora Teksasu – Henry’ego Wade’a – za brak zagwarantowania jej dostępu do aborcji. Sprawę wygrała w sądzie stanowym, wyrok został jednak zaskarżony do Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, który w 1973 roku rewolucyjną decyzją podtrzymał wygraną Jane Roe/Normy McKay, odmieniając jednocześnie życie milionów Amerykanek. Wyrok Roe przeciw Wade doprowadził do zmiany legislacji w 46 z 50 stanów.

Jednak sytuacja prawna dotycząca aborcji w USA nigdy nie była stabilna. Wyrok Sądu Najwyższego zagwarantował brak bezwzględnego zakazu na poziomie stanowym, jednak przez lata środowiska anti-choice prowadziły kampanie mające na celu skrajne ograniczenie dostępu do aborcji. Na przykład stany południowe (znane ze swojej konserwatywności) wprowadzały lub próbowały wprowadzić możliwość przeprowadzenia aborcji na żądanie tylko do 6. tygodnia ciąży. Niektóre kliniki aborcyjne były celem ataków terrorystów anti-choice (zdarzało się, że pod placówki podkładane były bomby), a lekarze przeprowadzający zabiegi zabijani. Przy wielu placówkach zapewniających dostęp do świadczeń reprodukcyjnych, w tym aborcji, funkcjonowały tzw. clinic escorts – osoby, które miały zapewnić bezpieczeństwo kobietom umówionym na wizytę i pomóc im dostać się do kliniki przez tłum protestujących, modlących się lub zastraszających pacjentkę aktywistów anti-choice. Była to zwykle grupa bardzo zdeterminowana, ale jednak mniejszościowa – wyrok w sprawie Roe przeciw Wade do dziś ma wysokie poparcie społeczne. Co się więc wydarzyło?

Najpierw ówczesny prezydent USA Donald Trump nominował dożywotnio do Sądu Najwyższego sędzię Amy Coney Barrett – skrajnie konserwatywną wykładowczynię prawa, popierającą między innymi zakaz aborcji, delegalizację małżeństw jednopłciowych czy karę śmierci. Poza Barret, z nadania Trumpa w Sądzie Najwyższym zaczęło zasiadać jeszcze dwóch sędziów – również ultrakonserwatywny Brett Kavanaugh (oskarżony m. in. o przemoc seksualną) i Neil Gorsuch (o podobnych poglądach). Wszyscy troje orzekli przeciw linii orzeczniczej wynikającej z Roe przeciw Wade. Wraz z nimi głosowało dwoje innych sędziów – ostatecznie 9 głosów sędziowskich w Sądzie Najwyższym rozłożyło się jako 5 za i 4 przeciw obaleniu dotychczasowego prawa. Obecna sytuacja jest więc pokłosiem poprzednich rządów republikańskich i skutkiem powołania do Sądu Najwyższego skrajnych konserwatystów i konserwatystek.

Żeby jednak sędziowie mogli wydać wyrok, potrzebowali konkretnej sprawy. Taką dało im zaskarżenie przez Jackson Women’s Health Organization, organizację prowadzącą klinikę aborcyjną, wylobbowanej przez środowiska anti-choice zmiany prawa w stanie  Missisipi, która to zmiana zakazywała aborcji po 15. tygodniu ciąży.

Co wydarzy się teraz? To zależy od stanu. Niektóre (Kentucky, Luizjana, Dakota Południowa) zakazały aborcji natychmiast po ogłoszeniu wyroku. Inne niedługo to zrobią – przygotowane są już w nich tzw. trigger laws, czyli prawa, które w życie wchodzą po zmianie legislacji federalnej. Takie „zawieszone” zakazy przygotowane były w 13 stanach (m. in. Arkansas, Missisipi, Utah, Wyoming) – zakazanie aborcji jest tam więc kwestią czasu, bo procedura prawna już została uruchomiona. Władze kolejnych stanów będą musiały zdecydować co dalej we własnym zakresie – co najmniej kilka może wrócić do regulacji, które obowiązywały przed Roe przeciw Wade. Zarówno wprowadzane obecnie, jak i stare zakazy w większości nie mają żadnych wyjątków poza zagrożeniem życia osoby w ciąży. Ekspertki i eksperci szacują, że dostęp do aborcji zostanie zlikwidowany lub drastycznie ograniczony w połowie wszystkich stanów USA. 

Są jednak miejsca w których aborcja na pewno pozostanie legalna. Burmistrz Nowego Jorku, Eric Adams, ogłosił za pomocą mediów społecznościowych, że miasto zapewni wsparcie wszystkim osobom szukających dostępu do aborcji, również z innych stanów.

Problem polega na tym, że nie wszystkie osoby będą mogły pozwolić sobie na przejechanie tysięcy kilometrów, by mieć zabieg. Często nie mamy wyobrażenia o wielkości Stanów Zjednoczonych – sam jeden Teksas po nałożeniu na mapę Europy zajmuje teren od środkowej Francji do okolic Poznania, od San Marino do środka Morza Północnego! Teksanki, by dostać się na aborcję do Nowego Jorku, musiałyby pokonać trasę jak z Warszawy do Madrytu, po drodze organizując środki finansowe na zabieg, podróż, opiekę nad dziećmi, licząc na urlop na żądanie w pracy i pokonując szereg innych przeszkód logistycznych. Dlatego w tej chwili zakładamy, że jeszcze większy niż dotychczas nacisk położony zostanie na aborcje domowe, przeprowadzane we własnym zakresie tabletkami. Obecny prezydent Joe Biden zapowiedział, że jego administracja będzie chronić wolny dostęp do środka farmakologicznego służącego przerywaniu ciąży (mifepriston). Czy zakończenie własnej ciąży także zostanie skryminalizowane w niektórych stanach? Tego na razie nie wiemy. 

Kolejnym problemem jest dalsze postępowanie Sądu Najwyższego USA. Roe przeciw Wade podważone zostało poprzez podanie w wątpliwość założenia, że prawo do aborcji było gwarantowane przez konstytucyjne prawo do prywatności. Wyrok z 1973 oparty został o kilka innych, między innymi wyrok w sprawie Griswold przeciw Connecticut z 1965, który zagwarantował Amerykankom dostęp do antykoncepcji. Istnieją dziś poważne obawy, że także wyroki gwarantujące inne prawa reprodukcyjne czy prawa osób LGBT+ (legalizację relacji homoseksualnych i małżeństw jednopłciowych) mogą zostać podważone. Zasugerował to w swojej opinii sam sędzia Sądu Najwyższego, konserwatysta Clarence Thomas.

Organizacje amerykańskie, w tym nasze koleżanki z Fós Feminista, Center for Reproductive Rights, Global Fund for Women czy Planned Parenthood, walczą dziś o zapewnienie wsparcia dla milionów kobiet, które Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych okradł z godności i podmiotowości. Jako zespół FEDERY jesteśmy z nimi w stałym kontakcie i oferujemy swoje wsparcie w budowaniu strategii na najbliższe miesiące – niezależnie od tego co się wydarzy, nadchodzą trudne czasy. Na szczęście i my, i Amerykanki jesteśmy zaprawione w boju. Mamy tabletki aborcyjne i siebie – a prawo jeszcze odzyskamy. My walczymy dalej, a Wy przeczytajcie nasze oficjalne stanowisko dotyczące wyroku i wesprzyjcie nasze działania finansowo.

Powiązane treści

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *