Szanowne Posłanki, Szanowni Posłowie,
28 września obchodzimy Światowy Dzień Bezpiecznej Aborcji, święto wywodzące się z Ameryki Łacińskiej, którego korzenie sięgają lat 90. ubiegłego wieku.
Były to bardzo trudne czasy dla Latynosek. Przed końcem dyktatury Pinocheta wprowadzono w Chile zakaz aborcji. Salwador zrobił to samo w 1997 r. W tych krajach, gdzie prawo dopuszczało wyjątki od zakazu przerwania ciąży, było to nadal poza zasięgiem kobiet – dostęp blokowany był przez bariery instytucjonalne, społeczną stygmatyzację i strach lekarzy. Efektem tego było poszukiwanie opieki aborcyjnej poza systemem ochrony zdrowia – często z tragicznym skutkiem.
Z tego powodu w kręgach działaczek latynoskich pojawił się pomysł, aby ustanowić dzień, który byłby okazją do pokazania, jak ważne jest zapewnienie wszystkim bezpiecznej, legalnej i dostępnej opieki aborcyjnej. W następnych latach przez region przetoczyła się zielona fala, która doprowadziła do legalizacji aborcji w Argentynie, Urugwaju czy Kolumbii. W 2023 r. natomiast doszło do jej pełnej dekryminalizacji w Meksyku.
Lata 90. były również tragicznym czasem dla kobiet w Polsce – nowa, demokratyczna rzeczywistość pozbawiła nas prawa do wyboru.
Wprowadzona wtedy ustawa antyaborcyjna, zaostrzona jeszcze bardziej w 2020 r. przez nielegalny trybunał Julii Przyłębskiej, sprawiła, że obecnie w Polsce mamy, obok Malty, najostrzejsze przepisy dotyczące przerywania ciąży w Europie.
W ten sposób, mimo że większość społeczeństwa popiera legalizację aborcji, pomimo potwierdzenia tego podczas wyborów parlamentarnych w 2023 r., obecnie dalej musimy żyć pod rządami nieludzkiego prawa. Prawa wielokrotnie krytykowanego przez organy międzynarodowe, prawa, przeciwko któremu ludzie wyszli w największych marszach od 1989 r. Prawa, które odpowiada za śmierć co najmniej 7 kobiet. Nic nie zmieniło się od lat 90.
Szanowni Państwo, to także Wasza wina.
To na członkach obecnej koalicji spoczywa odpowiedzialność za dzisiejszą sytuację. Dostaliście mandat demokratyczny od kobiet, którym obiecaliście aborcję na żądanie.
Zamiast tego dziś, 28 września 2026 r., dalej czekamy na jakiekolwiek zmiany. Co więcej, od ponad 800 dni czekamy, aby Komisja Nadzwyczajna powołana do przygotowania tych zmian chociaż się zebrała. Tydzień temu miało odbyć się posiedzenie, odwołane dzień po ogłoszeniu jego terminu. Oficjalny powód – brak opinii z Ministerstwa Zdrowia – jest mało przekonujący.
Podczas gdy Wy prowadzicie polityczne gierki, wartości Dnia Bezpiecznej Aborcji wcielać w życie muszą organizacje społeczne. To między innymi FEDERA dba o to, nieprzerwanie od lat 90., by Polka mogła bezpiecznie przerwać ciążę, czy to w publicznym szpitalu, czy za pomocą tabletek w domu.
To my widzimy na co dzień, jak prawo z lat 90., do którego deklaratywnie chce wrócić część Koalicji 15 października, nie działa. Gdyby nie ciągła walka z obostrzeniami stawianymi przez szpitale – konsyliami, przedłużaniem procedur czy zatajaniem wyników badań – ustawowych aborcji by nie było. Niestety, ale półśrodki wprowadzone przez Koalicję w postaci wytycznych nie poprawiły sytuacji. Powrót liczby wykonywanych aborcji do poziomów sprzed 2020 r. jest możliwy wyłącznie dzięki ciężkiej, codziennej pracy aktywistek.
Strona rządowa może jednak nadal, na rok przed wyborami, udowodnić, że stoi po stronie kobiet. Może przegłosować znajdujący się w Komisji Nadzwyczajnej projekt dekryminalizacji aborcji.
Prawo to potrzebne jest na wczoraj wszystkim tym, którzy chcą pomagać swoim bliskim, niezależnie od polityki państwa. Matce, która zamówi dla nastoletniej córki tabletki aborcyjne, mężowi, który pojedzie z żoną do zagranicznej kliniki, wszystkim siostrom i przyjaciółkom, które pomagają w przerwaniu ciąży, mimo że prawo traktuje ich jak przestępców.
Utrzymywanie przestępstwa, które ludzie codziennie popełniają z miłości i na prośbę bliskiej osoby, nie jest niczym kontrowersyjnym. Jest to przestępstwo bez ofiary – prawo karze osoby, które pomagają swoim bliskim w realizacji ich własnych decyzji. Zgodzi się z tym zarówno weteranka ulicznych protestów, jak i konserwatysta, który nie chce obciążać sądów i marnować publicznych pieniędzy na bezsensowne postępowania. Tego samego chcą wszyscy ci, którym zależy na tym, by lekarz nie bał się przerwać ciąży, gdy będzie zagrożone życie ich lub ich bliskich.
Dekryminalizacja aborcji byłaby prawdziwym potwierdzeniem słów Premiera Tuska, że „zmienimy realia”. Realia, które pozostają niezmienne od lat 90.